Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 060 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Szczerość nie popłaca.

piątek, 31 lipca 2009 9:35


Aż do dzisiaj byłam święcie przekonana, że otwartość i szczerość przełamuje tzw. pierwsze lody, ułatwia komunikowanie się z ludźmi. Toteż pracowałam nad sobą i nad swoim introwertycznym charakterem. Jednak dzisiejsze zdarzenie przekonało mnie, że byłam w błędzie. Przed ludźmi należy chować głęboko to, co się myśli i czuje. Trzeba być fałszywym do granic możliwości. Zakłamanym hipokrytą.



Na poprawę humoru dialog sprzed kilku dni:

-Proszę panią, ja chciałam zwrot pieniędzy, bo...(cośtam)

-Dla kogo?

-Dla mnie.

(Dużo się dowiedziałam prawda? Ale fakt, moje pytanie nie było zbyt precyzyjne.)

(...)


Pozdrawiam,

Nymph, Głębinowa Smoczyca


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nymph i jej pióra

środa, 22 lipca 2009 9:55

 

W moim niedługim życiu, przez moje pazury przewinęło się wiele piór. Pierwsze dostałam w pierwszej klasie podstawówki od mamy. Wieczne pióro na atrament i pompkę, z przykrytą stalówką. Po tym jak nauczyłam się ładnie pisać porzuciłam je, bo było niemodne. Modne wówczas były długopisy, krótko po nich wszedł szał na żelopisy. Do pióra powróciłam dopiero w gimnazjum (nie pamiętam z jakich przyczyn, ale cóż). Ale wtedy nie mogłam już zreaktywować mojego starego pióra - zaschło i za wszelką cenę nie chciało zacząć na nowo pisać, jakby się na mnie obraziło za te kilka lat nieużywania. Kupiłam sobie więc nowe. Nowoczesne, bo już na tzw. naboje. Służyło mi dobrze, bardzo się do niego przywiązałam. Stało się swego rodzaju talizmanem szczęścia. Pisało razem ze mną testy gimnazjalne, które napisałam jako jedna z najlepszych w klasie (ale nie jedna z najlepszych w szkole - orłem to ja nie jestem). Ów pióro zakończyło swój żywot wtedy, gdy spisywałam wyniki z testów. Wyślizgnęło mi się z dłoni i łupnęło o podłogę czego skutkiem była wygięta stalówka. Pech chciał, że pióra za-dwie-dychy nie mają wymienialnych stalówek. Przygnębiona po kilku dniach poszłam do tego samego sklepu, w którym kupiłam moje ulubiona pióro. Wybrałam identyczne. Ale to już nie było to. To pióro już nie miało takiego ducha, było martwe. Posłużyło mi zaledwie przez rok, kiedy to zmieniłam je na prezent choinkowy od rodziców (którzy wcześniej byli przeze mnie molestowani o nowe pióro). Był to komplet składający się w pióra, automatycznego ołówka i długopisu. Wyglądało elegancko. Do czasu. Do czasu, w którym farba się wytarła ze złotych elementów a zakrętka się wypracowała i często spada, gdy noszę je ze sobą. Faktem jest, że nigdy nie zaplamiło mi torby, ale niemal każda wymiana naboju z pustego na nowy kończyła się upaćkanymi atramentem łapkami. W międzyczasie dostałam też od mojej czerwonej smoczycy (czasy liceum) inne pióro z czarnym atramentem. Służyło mi do rysowania, ale niestety, też szybko odeszło w zapomnienie.

Kilka dni temu znowu zaopatrzyłam się w nowe pióro. Od tamtego czasu wydaję same ochy i achy jak na nie patrzę. I choć nie jest to pióro, o jakim marzyłam, to mam nadzieję, że posłuży mi dłużej. Przynajmniej do końca studiów.


A pióro o którym marzę? Cóż, na razie nie mogę sobie pozwolić na kupno takiego 'drobiazgu'. Być może w przyszłości... I chcę wtedy sama je sobie kupić. Już nikogo nigdy nie będę prosić o zrobienie prezentu w postaci pióra bez mojej obecności. Bo jak dla mnie, pióro jest jak facet, musi mieć to COŚ.


Pozdrawiam,

Nymph, Głębinowa Smoczyca


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Z kolejnego spotkania AMO. Ochrona zwierząt.

wtorek, 21 lipca 2009 10:36


I znów TO zrobiłam. To jakiś nałóg! Całkowicie opanowuje zmysły - jeśli tego nie zrobisz, nie zaznasz spokoju. A to wszystko przez nią! No normalnie nie mogłam, musiałam TO zrobić. Wiem, że winny się tłumaczy, ale od samego rana przyleciała i mi brzęczy nad uchem. Brzęczy i brzęczy, i odczepić się nie chciała. Nie skutkowały ani prośby, ani groźby, więc... Stało się. Zanim pomyślałam, zamachnęłam się i rozkwasiłam ją. To było naprawdę szybkie. Polała się czerwona ciecz. Tylko kropla, ale dla niej to i tak było za dużo. Zabiłam ją. Ale to nie był przecież mój pierwszy raz. Nie pamiętam już jak wyglądały te wszystkie istoty, które zginęły z mojej ręki. Czuję się jak recydywistka. Zabiłam niezliczone ilości owadów.





(Z kolejnego spotkania Anonimowych Morderców Owadów by Nymph)



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

|

\/

 

 

 

 

 

 



HAAA...!!!

I jak się podobało? Wiem, że powinnam taki tekst ciągnąć dłużej trzymając czytelnika w napięciu przez stronę albo dwie, ale niestety brak mi wprawy. Przez ostatnie (ponad) pół roku niespecjalnie miałam czas na takie rzeczy.

Ale wracając do owadów, tak zaczęło mnie ciekawić to czy ustawa o ochronie zwierząt odnosi się również do owadów, że nie wytrzymałam i sobie sprawdziłam. Więęęc... Odnosi się tylko do kręgowców, czyli zabijając chmary komarzyc w lesie nie popełniam przestępstwa. Em... Może komarzyce to zły przykład, bo to można by było podpiąć ewentualnie pod stan wyższej konieczności, ale taka wkurzająca, brzęcząca mucha domowa... Albo ćma... Pamiętam, że moja kuzynka lubiła wyrywać skrzydełka ćmom.

Och, ach, jaka ja zdolna jestem.

(No co? Trzeba sobie czasami podnieść samoocenę.)


Pozdrawiam,

Nymph, Głębinowa Smoczyca


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  51 014  

Karty zapisane i nie

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

O tym, co z prędkością światła przemierza autostrady moich szarych komórek.

Statystyki

Odwiedziny: 51014

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl