Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 060 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Ostatni egzamin w sesji podstawowej. "Wycieczka".

niedziela, 28 czerwca 2009 0:21

Minuta do północy, ale Nymph pisze notkę na bloga, bo ma ku temu właściwy humor. Co z tego, ze niezupełnie jest trzeźwa, a Kasandra leżąc jej na kolanach wbija swe ząbki w jej rękę i spycha klawiaturę na podłogę? Heh...

Egzamin miała Nymph dziś na godzinę 13.30. 20 pytań (15 testowych i 5 otwartych) i 15 minut na to. Smoczyca dziękuje za taki egzamin. Nie zdążyła zrobić tych otwartych pytań. Tak więc jeżeli minimum 11 odpowiedzi będzie poprawnych, to egzamin zdany. Jeżeli tylko 10, to nie. Trudno.

By się odstresować Nymph zabrała Owcę na zwiedzanie gdańskich supermarketów. Pół dnia spędziły w Ikei, a gdy przy kasie ustaliły, że 'zaraz dochodzi ósma' obie były bardzo zdziwione. Ach, zapomniałabym, w międzyczasie zdążyły wpaść do przydrożnego 'baru' (kfc) i wszamać kuraka. Nymph była niezadowolona z braku sztućców w tymże 'barze'. Z kolei Owca była zdziwiona zdziwieniem smoczycy. Tak czy owak, Nymph zmuszona była zanurzyć pazury w mięsku.

Obie istoty miały małe, autkowe przygody, bo Nymph po raz pierwszy poruszała się tamtędy jako pełnoprawny uczestnik ruchu (czyli kierowiec pojazdu). Oprócz tego, że kilka razy przegapiła właściwe zjazdy, to jakiś nietolerancyjny cham i prostak ją obtrąbił. Bo przecież, to on musiał wjechać pierwszy, a smoczyca niech sobie stoi na środku i zatrzymuje ruch. A przecież widział ją z daleka, spokojnie mógł przyhamować, ale nie, wolał przyspieszyć. Ale co tam się rozwodzić nad takimi. Trza ich omijać z daleka. Tak jej dopomóż Bóg.

Wracając do przyjemniejszych rzeczy, Nymph przywiozła do domu korali dwa sznurki, tajemniczych pudełek dwie sztuki, zieloną filiżanę ze spodkiem i fikuśną szklankę oraz płyt gromadkę, w które zaopatrzyła się w sklepie, o którym zapomniała napisać. Ale to akurat mało istotne jest.


Nymph pozdrawia z głupim uśmiechem na pysku.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Spacer w deszczu. Terapia „przytul drzewo”. Grymasy.

środa, 24 czerwca 2009 11:23

Spacer w deszczu.

Przedwczoraj, gdy wychodziłam z pracy padało. Tak się złożyło, że nikt po mnie autem przyjechać nie chciał. Do przystanku autobusowego czy tramwajowego nie najbliżej zarówno z pracy na przystanek jak i z przystanku do domu. Tak czy siak zmoknąć musiałam, bo parasola nie wzięłam, więc wybrałam spacer po deszczu. Po kilku chwilach okazało się, że wcale nie jest tak źle. Padało, ale nie lało. Wiatru nie było, a spadające z nieba krople nie były zimne, zatem mój deszczowy spacer się nieco wydłużył. Obrałam kurs na empik, gdzie spędziłam trochę czasu, wysuszyłam się i zaopatrzyłam w dwie nowe książeczki. Żebym miała co dać mamie do czytania, bo od jakiegoś roku podbiera i obczytuje moje książki.

Ale wracając do mojej „podróży", następnie zmieniłam kurs obierając za cel salon sieci Play przy jednym z supermarketów, którego nazwa zaczyna się na literę K. Zostałam totalnie olana, przez obie dziewczyny tak pracujące. Zajmowały się bowiem jakimś swoim niezdecydowanym czy chce przedłużyć umowę znajomym. Zniesmaczona sobie poszłam kierując się tym razem ku najbliższemu Rossmanowi. Pewnie niejedna osoba mi powie/napisze (niepotrzebne skreślić), że trzeba było się domagać obsługi, ale ta moja blokada, która się załącza przy pierwszym kontakcie z ludźmi mi na to nie pozwoliła. No cóż, trudno, pójdę gdzie indziej.

Ostatnim punktem, w którym się zatrzymałam był wspomniany zdanie wcześniej sklep. Zaopatrzyłam się tam w różne fajne babskie rzeczy jak szampon, farba do włosów (tak, Nymph znowu będzie czerwonowłosa), gumki (do włosów oczywiście) czy kolczyki. Potem nie miałam już chęci dalej chodzić od sklepu do sklepu, więc skierowałam się ku domowi, choć czułam, ze o czymś zapomniałam. Spacer w tym ciepłym, letnim deszczu był naprawdę relaksujący i kojący, swoiste katharsis dla duszy współczesnej istoty rzuconej w wir... No właśnie, czego? Nie mogę znaleźć idealnie pasującego słowa, które ładnie pomieściłoby w swoim znaczeniu wszystko to, co chciałabym przekazać. Czyżby czekała mnie słownikowa lektura?

I tak jeszcze słów kilka o ludziach ,których mijałam przedwczoraj w tej swojej „podróży". Otóż niemal wszyscy patrzyli na mnie z niedowierzaniem, współczuciem bądź głupim uśmieszkiem. Cała reszta nie patrzyła w moim kierunku lub zamyśleni nawet mając mnie przed oczami mnie nie widzieli. Ale to ich sprawa. Ciekawi mnie tylko co myśleli sobie ci z głupimi uśmieszkami.


Wczoraj wyruszyłam do pracy z dwoma parasolkami. Tak, z dwoma. Jedną swoją, starą, dyżurną, którą miałam zamiar zostawić w pracy, a drugą wcisnęła mi babcia twierdząc, że zmieści mi się do mojej niedużej torby. Gdybym nosiła przy sobie tylko ten parasol i portfel, to pewnie nie byłoby żadnego problemu, ale że niezbędnych jest mi jeszcze kilka rzeczy... No cóż, koniec paplania o parasolu. Po pracy poszłam zrealizować to, czego zapomniałam zrobić dzień wcześniej, czyli złożyć wizytę zegarmistrzowi. Z kolei w domu Kasandra rozbrykała się bardziej niż zwykle czym mnie naprawdę wkurzyła. Skutkiem tego był jej lot przez pół pokoju. Co lepsze, nie poskutkował! Po chwili wróciła i znowu zaczęła mi się wgryzać w rękę. Następnym razem chyba ją wywalę z pokoju na pastwę Elwooda.


Grymasy.

Dzisiaj z kolei to ludzie chyba spać nie mogą, bo latają od samego rana jak pszczoły do miodu. Ale z tego tłumu zapamiętałam dwie osoby. Jednego faceta, który przyszedł z miną taką, jakby zobaczył największe paskudztwo świata (Mnie? Ale aż tak brzydka to ja chyba nie jestem?). Na jego wykrzywionej twarzy malował się niesmak, odraza i pogarda. Coś mnie w środku ścisnęło, gdy zobaczyłam ten grymas. Drugą osobą, która mi dziś zapadła w pamięć jest kobieta, która strzeliła stwierdzeniem „Mamusia na urlopie, a córcia ją zastępuje" . Normalnie nóż mi się w kieszeni wtedy otworzył i z trudem się powstrzymałam przed powiedzeniem czegoś więcej niż „to mnie pani teraz obraziła". Zacisnęłam zęby i przebolałam.

To jest niesamowite jak takie porównywanie wzbudza niechęć do poprzednika. Może popełniłam błąd kupując sobie bordową farbę do włosów? Może powinnam się przefarbować na czarno? I do tego zaopatrzyć się w niebieskie soczewki do oczu? Hmmm...?


I tym nieprzyjemnym akcentem kończę na dziś.


Pozdrawiam,

Nymph, głębinowa Smoczyca




UPS!! Zapomniałam napisać jeszcze o terapii „przytul drzewo". Podobno skutkuje. Mój tato wypróbował i twierdzi, że to działa. Kiedyś bolała go głowa i coś kuło w kolano, i w ogóle taki jakiś zmęczony był. A że przebywał akurat w lesie, oparł się o jakieś drzewo, stał tak jakąś dłuższą chwilę i zmęczenie go opuściło, głowa i kolano przestały boleć. Minęło już trochę czasu od tamtego zdarzenia i twierdzi, że od tamtej pory kolano go nie boli, choć wcześniej od czasu do czasu pobolewało. Cóż, trzeba będzie kiedyś spróbować.


Akcent zmienił się na nieco przyjemniejszy.


Jeszcze raz pozdrawiam,

Nymphaerel.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Irbis - pantera śnieżna

środa, 17 czerwca 2009 11:02











Śliczne kicie.... ^.^

Zdjęcia pobrane ze strony:
http://ulubiency.wp.pl/gid,11226397,kat,1012383,title,Najbardziej-tajemniczy-kot-swiata,galeriazdjecie.html

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  51 022  

Karty zapisane i nie

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

O tym, co z prędkością światła przemierza autostrady moich szarych komórek.

Statystyki

Odwiedziny: 51022

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl