Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 637 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdolna z ciebie bestia, ale leniwa.

piątek, 30 stycznia 2009 11:42
Słyszeliście kiedyś takie słowa? Bo ja nie jeden raz. I dopuściłam to do swojej świadomości. Wiem, że jeśli nauczę się uczyć, nauczę się starać oraz poznam więcej procedur, relacji i innych rzeczy, będę mogła naprawdę wiele. Tylko właśnie trzeba wiedzieć co zrobić z konkretnej sytuacji. Ponieważ nie nauczyłam się w nic angażować, kiepsko jest też z moją kreatywnością. No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak pracować nad sobą i swoim charakterem. A później będę straszną, sprytną i wyrachowaną smoczycą. Hyhy...

Ludzie.
Są tacy, co chcą dobrze, ale podają mi zbyt dużo danych, więc moje szare komórki zaczynają dużo szybciej pracować i wyciągać dużo bardziej skomplikowane wnioski niż powinny. Skutkiem tego jest to, że mam problem dogadać się z tym biednym człolwiekiem. I w ten oto sposób nie rozumiem co niektórzy ludzie do mnie mówią. Naprawdę podziwiem tych, co potrafią szybko odsiać niepotrzebne dane i ich nie analizować.
Są też tacy co dadzą wypełnić kwitki komuś innemu, a później przychodzą i złożeczą na tą osobę. Heh, mam chęć takim powiedzieć, że skoro są niezadowoleni, to niech sobie sami wypełniają, a nie mieszają później z błotem swoje córki, synów, wnuczki i wnuków. Dla mnie jest to co najmniej dziwne.
Są ludzie wiecznie śpieszący się, tacy, których w danej chwili pogania jakaś pilna sprawa lub nieoczekiwana sytuacja oraz tacy, którzy nigdzie się nie śpieszą i mają w głębokim poważaniu długą, zniecierpliwioną kolejkę ustawiającą za nimi.

Ale wróćmy do mojej osoby. Zachciało mi się wczoraj czegoś słodkiego. Oblazłam więc wszystkie miejsca gdzie może być coś takiego ukryte, lecz nic nie znalazłam. Zrobiłam więc ciasto. Ale gdy je robiłam, zdałam sobie sprawę, że wcale nie mam na nie ochoty. Ehh... Ale i tak smaczne wyszło.

Wracając do tematu pracy, trafiłą mi się znowu jakaś babcia, która opowiedziała mi (prawie) całą historię swojego życia. Złorzeczyła na swoje dzieci, że to takie a takie, że dawała im na czynsz, a one nie płaciły i sobie zabrały. Chciała płacić, więc słuchałam tego narzekania i starałam się zrobić coś, by pomóc kobiecie (bo chora) i przyspieszyć zdarzenia, bo kolejka rosła, a ludzie w niej stojący coraz bardziej się irytowali. W końcu się tak pokłócili, i gdybym miała komuś przyznawać rację, to przyznałabym ją ludziom stojącym w kolejce.
Ehhh... Babcie, ja nie jestem kompetentna, by z wami ustalać w jaki sposób macie spłacać czynsz. W odpowiednim dziale pracują odpowiednie osoby i to one załatwiają takie sprawy. I, do jasnej-ciasnej, utrzymujcie chociaż dobre stosunki ze swoimi sąsiadami skoro nie potraficie wychować dzieci na porządnych ludzi!!

A panią M. z firmy, od której został zakupiony nowy program, będę maltretować i nawiedzać w snach tak jak to potrafiła zrobić Kyoko ze Skip Beat!.


Wampirzyco, moja droga!! Muszę spasować jeśli chodzi o jutrzejszy wypad na latino.
PRZEPRASZAM!!

Pozdrawiam,
Nymph, Głębinowa Smoczyca

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Hardcore. Po egzaminach. W połowie SESJI.

środa, 28 stycznia 2009 20:15

Achh... Wróciłam. Z Gdańska. Z uniwerka. Z egzaminu z HDPP. Ach, jak nie zaliczę to się załamię.


Tak w ogóle, to było duże prawdopodobieństwo, że nie zdążę na czas na ten egzamin, bo był na 16.00, a ja oficjalnie pracę kończę o 15.00. I jak miałabym się dostać z mojej zapyziałej wioski do Gdańska? Heh, całe szczęście, że udało mi się wyjść wcześniej. Aż 50 minut wcześniej. I zdążyłam. I miałam nawet 15 minut w zapasie.


A egzamin? Cóż, powiem tylko, że był hardcorowy i że studencka bezczelność nie zna granic.


Wczoraj natomiast miałam egzamin z PMP. Test, jednokrotnego wyboru. Był masakryczny, ale jakoś nie potrafię ocenić czy mi dobrze poszło czy też źle. Hyh...


Teraz czeka mnie jeszcze PK w sobotę i IP w przyszły piątek (czyli nie ten a następny). Trzymajcie kciuki stworki-potworki, bym zaliczyła jak najwięcej z tych moich egzaminów w pierwszym terminie.

A podobno to jest najłatwiejsza sesja...


A... I mieliśmy akcję bezpośrednio po egzaminie. Nasza pani dr kazała nam zostać jeszcze chwilę i wyszedł na środek chłopak z kwiatami i publicznie przepraszał dziewczynę ode mnie z roku. Normalnie poczułam się jak w amerykańskim filmie.


Sorki, za dzisiejszy chaos w notce, ale jakoś myśli pozbierać nie mogę.


I dla mnie, na osłodę śliczniuchny obrazek:

 


Obrazek pobrany ze strony: http://ironshod.deviantart.com

Ups, trochę go obcięło... No trudno.

Pozdrawiam,
Nymph, Głębinowa Smoczyca

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Klienci i petenci*, czyli kolejne pracowe przygody.

poniedziałek, 26 stycznia 2009 20:25

Czy wiecie jak potrafią roz... pierdaczyć dzień trzy krótkie spotkania z trojgiem ludzi każdym z osobna? Jeżeli nie, to zapewniam, że po czymś takim, o ile nie jest się przyzwyczajonym, psycha siada całkowicie. I tak jest w moim przypadku. Jeszcze trochę takich przypadków i zacznę bać się ludzi. Będę chyba pierwszym smokiem, który boi się ludzi. No bo... dzisiejszy dzień to było przegięcie!!


Petent nr 1

Kobieta. Wywnioskowałam z pewnych przesłanek, że możliwym jest, iż będzie chciała zapłacić za dwa miesiące. Pytam się więc czy chce dokonać transakcji za jeden czy dwa miesiące. A ona, wielce oburzona, że raczyłam zadać takie pytanie, odpowiada: Nie!! Ja nigdy nie płacę z góry!! No ludzie, skąd ja mam wiedzieć czy wy płacicie z góry czy nie? Przecież nie mam żadnego tajemnego zeszycika o tysiącu kartkach, w którym miałabym zapisane takie dane. Komputera w głowie też nie mam. Więc skąd ja mam takie rzeczy wiedzieć? Program, który obsługuję nie rejestruje takich danych.


Petent nr 2

Przychodzi pani O. z góry i mi mówi, że przyszedł pan z firmy i chce uzupełnić zaległość. No OK., szukam tej firmy w kontrahentach - nie ma. Próbuję innych znanych mi sposobów przeszukiwania naszej bazy danych - nie ma. I mówię: Przykro mi, ale nie mam takiej firmy, więc pieniędzy przyjąć nie mogę. No jak to, nie ma? No nie ma. I nie mam możliwości jej wprowadzenia, przykro mi. Więc pani O. poleciała poszukać kogoś, kto mógłby to zrobić. W tym momencie facet z tej firmy naskakuje na mnie: Jak długo mam jeszcze czekać? Chwilę, proszę pana, zaraz dane pańskiej firmy zostaną wprowadzone i wówczas będę mogła wydrukować panu potwierdzenie wpłaty. No jak to nie ma firmy?! Wysyłacie ponaglenie, a teraz danych nie ma?! Bardzo przepraszam, ale to ode mnie nie zależy. No jak to?! To ile mam jeszcze czekać?! I wtedy się wkurzyłam. Nie dość, że wrzeszczał, latał jakby miał robaki w czterech literach, to jeszcze miał do mnie pretensje o coś, za co nie odpowiadam. Ba, przecież ja nie wiem czy i do kogo są wysyłane ponaglenia. By nie powiedzieć czegoś, co okryłoby mnie niezbyt dobrą sławą olałam go i zaczęłam obsługiwać narastającą w holu kolejkę klientów. Z tym poszło szybko. Gdy kolejki już nie było, facet znowu zaczął swoje: No jak długo mam jeszcze czekać?! Nie odpowiedziałam nic, tylko znowu spojrzałam w bazę danych. Firmy nadal nie było. Facet zrobił jeszcze jedno nerwowe kółko na holu. Gdy je kończył, zauważyłam, że dane w końcu się pojawiły. Odetchnęłam z ulgą. Wydrukowałam potwierdzenie wpłaty i poszedł. Pewnie wyklinając mnie pod nosem. Zajście trwało niecałe 10 minut.


Faceci to potrafią być upierdliwi.


Petent nr 3

W tym przypadku jest też trochę mojej winy. Trzeba było udać, że wszystko jest w porządku i później dochodzić prawidłowego tzw. punktu. A tak to się nadwrażliwa baba uczepiła i żądała wyjaśnień, na które nie potrafiłam znaleźć satysfakcjonującej dla niej odpowiedzi. I tak stała około pół godziny i marudziła, choć pieniądze były przyjęte i potwierdzenie wpłaty miała. Aż w pewnym momencie włączyła się kobieta, kolejna w kolejce stwierdzając, że nie widzi w tym zajściu problemu - pieniądze przyjęte, dowód wpłaty jest i jej nie obchodziłoby nic więcej. I miała rację. Reszta, to zmartwienie przyjmującego pieniądze, bo to później on będzie musiał się tłumaczyć z ewentualnego błędu i przepraszać.

Qrcze, ludzie i ich problemy...

Ehh...


Z pracy wróciłam wykończona psychicznie, a czekało mnie jeszcze całe popołudnie i wieczór nauki. Teraz zrobiłam sobie przerwę, na wyrzucenie tłukących mi się po głowie myśli. Jutro egzamin z PMP, trzymajcie kciuki.


* petent -
ktoś osobiście starający się o załatwienie określonej sprawy, obecnie określenie negatywne, ktoś coś żąda i marudzi (źródło wiarygodne - Słownik Wyrazów Obcych W.Kopalińskiego + mój komentarz)


Pozdrawiam,
Nymph, Głębinowa Smoczyca

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

piątek, 23 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  50 218  

Karty zapisane i nie

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

O tym, co z prędkością światła przemierza autostrady moich szarych komórek.

Statystyki

Odwiedziny: 50218

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl